Pracuś... Data powstania strony 25 I 2006r.

Data ostatniej modyfikacji 23 XII 2006r.

Rok 2006

Ostra zima

14 I 2006r. Po nowym roku sypnęło wreszcie śniegiem - u nas jak zwykle niewiele - ale telewizor pokazywał, że niektóre rejony były zasypane bardzo mocno.

U nas mróz był nieduży, śniegu w sam raz - było fajnie.
Nawet nasz Matrix lubił poganiać po stawie. Ale ja nie wchodziłem na lód - był na pewno bardzo cienki. Przy mrozie -2 stopnie lód nie zrobi się gruby.

 

Ale telewizor zaczął coraz częściej mówić o jakichś strasznych, syberyjskich mrozach jakie za 4 - 5 dni mają nadejść. Ale kto by w to wierzył!!! No i kolejny raz się okazało, że w dzisiejsze prognozy już trzeba wierzyć. Musimy wreszcie uzmysłowić sobie w całej pełni, że czasy Wicherka (gdzie prognozy NIGDY się nie sprawdzały) już odeszły w cień. Zgodnie z prognozami przywaliło w całej Polsce od -20 do -30 stopni mrozu!!! Nawet u nas od 18,19 stycznia było od -16 do -18 stopni w nocy.

 

M - R - Ó - Z !!!!!!!!!!!

21 I 2006r. Ale w tę sobotę przyszło nagłe (i nie zapowiadane) lokalne ocieplenie. Po mrozach -18 stopni gdy świeci słońce i jest naprawdę +3 stopnie to wydaje się, że jest upał!
Naprawdę zrobiło się ciepło - nawet chodniki od północnej strony domu zaczęły się robić suche! A ja chodziłem po ogrodzie w cienkiej kurteczce i domowych papciach i robiłem zdjęcia.
Z tymi wielkimi mrozami sypnęło również śniegiem. Wszystko pokrył równy i gładki puch - ale ten puch jest zamarznięty na kamień. Takie chwilowe, dzisiejsze ocieplenie nic nie zmieni.
Ale przy bukszpanach widać siłę słońca - tu śnieg wyraźnie się stopił.
A na najbliższą noc (i na kolejne dni) znów szykują się wielkie mrozy. Oj! nie lubię takich mrozów. Nikt nie lubi! A może by tak zima już sobie poszła...

 

Przypomina mi się teraz jak już 6 lat temu pisałem na stronie o folii :

Dlatego powtarzam: folia jest najważniejszą częścią stawu i z byle jakiej folii nie próbuj jego robić. Nawet, gdyby to było maleńkie oczko wodne. Pamiętaj, gdy Ty będziesz siedział przy ciepłym kaloryferze i gapił się 4 miesiące w TV, to w tym czasie nad Twoim stawem przejdą wszystkie kataklizmy w jakie obfituje Przyroda w naszym kraju. Szczególnie ciepło pozdrawiam właścicieli oczek wodnych na naszych krańcach wschodnio-północnych. Jak oglądam wiadomości to widzę, że mróz -28 stopni to częsta temperatura w tym rejonie. U nas jest wtedy -15.

Jak widać folia musi wytrzymać temperatury bardzo znacznie poniżej zera. Tandetna folia MUSI popękać w tak niskich temperaturach ( i zrobi to na pewno ).

Warto o tym przypomnieć kolejnym stawowiczom, którzy zaczną wiosną robić stawy z folii budowlanej albo będą wymyślać jakieś inne sposoby...

21 III 2006r.

21 marca - pierwszy dzień wiosny

21 III 2006r. Pierwszy dzień wiosny - no chyba żarty!!! W tym roku zima zwariowała - ZUPEŁNIE ZWARIOWAŁA!!!! WŚCIEKŁA SIĘ PO PROSTU!!!
To jest chyba jej zemsta za to, że dziennikarze piszą bez przerwy o jakimś totalnym ociepleniu! Więc ta zima pokazała, że nic takiego się nie dzieje! Dla mnie nadeszło totalne oziębienie!!!
Wszyscy już mamy dość zimy!!! Te kilka zdjęć mojego stawu są zrobione dziś ok. godz 17.30. Na lodzie leży ok. 15 cm śniegu.

 

21 marca - pierwszy dzień wiosny - pomiar grubości lodu

21 III 2006r. Korzystając z okazji znów postanowiłem zmierzyć jaki lód się utworzył na moim stawie po trzech miesiącach porządnej zimy, gdy w styczniu mrozy przekraczały nawet u nas 20 stopni.
Zgarnąłem śnieg i podłączam wiertarkę do prądu...
No to do dzieła...
Więcej można zobaczyć i przeczytać na stronie:

Naukowy :-) eksperyment
czyli o grubości lodu

czyli kliknij po prostu tutaj
No i się okazało, że lód miał grubość zaledwie 33 cm.

 

8 IV 2006r.

27 marca - nadchodzi wreszcie wiosna

27 III 2006r. Klucz przylatujących do nas ptaków bardzo cieszy każdego - to znak, że naprawdę nadchodzi wiosna. I jakoś się nie bardzo przejmuję tą ptasią grypą... I chyba media też już się uspokoiły.
:>>
No i widać, że już naprawdę nadchodzi wiosna!!!
Chociaż na stawie jeszcze gruby lód.
Ale między folią a lodem już jest 10 cm wolnej przestrzeni. I widać szalony przetacznik bobowniczek - już zielony!!!

 

27 marca 2006 - zmarł Stanisław Lem
To była dla mnie bardzo smutna wiadomość - zmarł wybitny Polak, człowiek, dzięki któremu właśnie jestem taki a nie inny. Jego powieści, opowiadania gdy miałem 10 lat (i więcej) znałem prawie na pamięć, a "Opowieści o pilocie Pirxie" i "Niezwyciężony" czytałem pewnie z 30 razy.

zdjęcie pochodzi ze strony www.lem.pl (www.lem.pl/polish/zdjecia/zdjecia.htm)

 

1 IV 2006r. Jeszcze na środku stawu pływa lód, ale ryby już radosne - dla nich też nareszcie skończyła się niewola pod lodem.
Piękny to widok takie radosne ryby.
I pierwsze żaby trawne zagościły do stawu. To oczywiście samce, czekają na swoje wybranki.

 

8 IV 2006r. Staw w pełnej krasie, jeszcze wszystko szare, brązowe, smutne, mało zieleni jeszcze...
Żaby trawne już złożyły skrzek. Ale niektóre samce jeszcze czekają na spóźnione wybranki.
Ropuchy dopiero zaczynają zaloty, jeszcze nigdzie nie widać sznurów ich skrzeku.
Zakochana parka ropuch w wodzie.

 

7 V 2006r.

3 maja - wreszcie i do nas dotarło ciepło

3 V 2006r. Długi weekend nie był u nas udany, ciepło było na wschodzie Polski, a u nas zimno. Ale 3-go maja wreszcie można było się poopalać w ogrodzie i porobić trochę zdjęć. Oczywiście najlepiej zacząć od kijanek - jak co roku w moim stawie pływa milion kijanek!
Ryby już na nie patrzeć nie mogą - tak się nimi obżerają.
Irysy wypuściły już swoje miecze.
Pięknie zakwitły kaczeńce i bobrki.
Szkoda że te kwiaty tak szybko przekwitają.
Tu mam wyjątkową gratkę dla miłośników bobrków - testowałem mój nowy obiektyw i przyznam, że jestem zadowolony! Takich zdjęć nie zrobi się prostym głuptakiem!!! Kto zna bobrki dobrze wie, jak małe są jego pojedyncze kwiatki.
A tu niespodzianka - jakiś mutant mi się urodził i wypuścił "potrójny kwiat". Coś niesamowitego!

To nie jest fotomontaż!!!

 

3 V 2006r. Wszystko zrobiło sie już zielone. I okolice stawu, i mój Park już robi się piękny. Już dwa razy kosiłem trawę. Wiosna w pełni.
Na brzegu kwitnie przepięknie bergenia - rok temu zmarzła mi wraz z bobrkami. Po prostu wtedy wiosna przyszła za wcześnie, przyroda oszalała, wszystko zakwitło, a potem 22 kwietnia przyszedł mróz i załatwił wszystkie kwiaty.
Wiśnia cała w bieli.
I wczesna tawuła także już zaczyna być biała - za 4 dni będzie to jedna wielka kula bieli - cudowna odmiana!!!
Kocham wiosnę!!!
================

 

 

9 VI 2006r.

27 maja - zimny, paskudny, obrzydliwy maj

Ten miesiąc przejdzie do historii! Było zimno, deszczowo. W domach, w pracy nie można było wytrzymać z zimna. U nas w domu było 16 stopni. Trzeba było ubierać ciepłe swetry albo włączać grzanie. Hehe - wybieraliśmy raczej to pierwsze... Jakoś to głupio przetracać pieniądze w komin w środku lata!!! Było oczywiście kilka dni trochę cieplejszych, ale było ich stanowczo za mało!
27 V 2006r. Ale roślinom zimno nie przeszkadza. Oczywiście, że rosną wolniej, kwitną później. Ale jak co roku zamieniają brzegi mojego stawu w dżunglę...
Grzybień po zeszłorocznym podziale na kilka części również rośnie wspaniale.
Irysy zakwitły pierwszym kwiatem.
Późniejsza tawuła pięknie zakwitła. Zupełnie inaczej niż rok temu. Za to wcześniejsza tawuła miała zaledwie kilka kwiatów. One są, jak widać, bardzo wrażliwe na zimno.
Maj, nawet zimny, jest najpiękniejszym miesiącem w ogrodzie. Oto mój skalniak i pierwsza kwitnąca w tym roku kępa.
Prawda, że to cały łan kwiatów - szkoda tylko, że oglądać je można tylko w grubym swetrze, a najlepiej w ciepłej jesiennej kurtce. Jest zimno, wieje paskudny wiatr, i całe niebo jest w chmurach... Ale zdjęcie pokazuje zupełnie co innego - nie należy tak do końca wierzyć zdjęciom!!!!!!
Lubię takie ogrodowe gadżety - ważne, by nie były zrobione z jakiegoś tandetnego plastiku. I by były śmieszne - no zobaczcie, czy ten żółwik nie jest zabawny!?
Kwitną rododendrony. To ich pora! Warto odwiedzić ogród botaniczny, arboretum by zobaczyć je w pełnej krasie. Jest takich miejsc kilka w Polsce. To lepsze niż przesiedzenie niedzieli przy TV!!!

 

 

8 VII 2006r.

8 lipiec - hiszpańskie upały od kilku tygodni

Pamiętacie jeszcze lodowaty maj??? Było, minęło... Za to czerwiec był, a lipiec jest cudowny. Upały trwają już chyba 4 tygodnie, jest tak wspaniale jak w Hiszpanii - to właśnie lubię! I mój ogród to lubi, a szczególnie staw.
8 VII 2006r. Cudownie wszystko rośnie. Grzybienie kwitną, woda prawie gorąca. Ryby wolą się chować pod liśćmi grzybienia lub w cieniu krzewów. Jak wszystko w takim słońcu pięknie wygląda!
Grzybień kwitnie mocno wybarwionymi kwiatami. Właśnie w takim mocnym słońcu te kwiaty wyglądają najpiękniej i najmocniej się rozchylają!

 

3 VIII 2006r.

1 Sierpień 2006
Ósme urodziny Mojego stawu

1 VIII 2006r. Osiem lat... Czy to prawda...??? To naprawdę niesamowite... Kiedy to zleciało!!!!!
To wszystko kiedyś to były patyczki wsadzane do ziemi...
A przecież każda z tych roślin była już wielokrotnie przycinana. A w tym roku to zrobiłem istną rzeź. Bo nawet coroczne mocne marcowe przycinanie to już było za mało. No i znów widać dżunglę na brzegach mojego stawu. Ale ja ją uwielbiam.... Właśnie tak mi się podoba najbardziej... Jakbym miał wielki ogród niczego bym nie przycinał...
Grzybień po zeszłorocznym podziale rośnie spokojnie. Kwitnie chyba 5 kwiatem w tym roku. I wystarczy! Mam nadzięję, że nie będzie się tak strasznie rozrastał jak poprzednio. Trochę mu to utrudniłem. Mój staw jest za mały by grzybień mógł w nim szaleć. Szkoda że mam taki mały staw!
Kwiat oczywiście przepiękny. I liście są w tym roku bardzo zdrowe.
Jak zwykle ramienica krucha zajęła już pół stawu - będę ją na koniec sierpnia znów wyrzucał na śmietnik. A ryby pływają otępiałe z gorąca. Tak upalnego lipca nie pamiętam od wielu lat - w dzień było bardzo często 35 stopni w cieniu, a w nocy 25 stopni. Istne szaleństwo!!!!
Mój staw jest prawie niewidoczny z piętra. Krzew tamaryszka obcinam bardzo mocno każdego roku, a i tak rośnie jak szalony. Tak naprawdę to wszystko rośnie u mnie pięknie. Chyba mnie lubią moje rośliny......

 

7 X 2006r.

Dwie godziny upalnego dnia...

15 IX 2006r. Ryby po prostu już nie mają gdzie pływać - cała objętość stawu jest zarośnięta. Jedyne wolne miejsce to pod liśćmi grzybienia.
To jest druga OGROMNA MICHA wyszarpanej ze stawu moczarki, ramienicy i mułu. Wyciągnąć taką MICHĘ z wody na brzeg to naprawdę spory wysiłek!!!
Wydaje mi się, że przy takiej pracy, gdy jesteśmy uświnieni w mule po same uszy dość łatwo się przełamać i spróbować się oswoić z takimi zwierzątkami... Ale nie jest to proste!!! Te zwierzątka są dość obrzydliwe...

Zachęcam do przeczytania całości tej opowieści, 30 świetnych zdjęć, ciekawy opis - kliknij tutaj

 

28 X 2006r.

Jesienne pożegnanie z ogrodem...

26 X 2006r. Ostatnie chwile ciepła. Jeszcze pięknie świeci słońce, jest południe, jest ciepło. To lato jest szalenie długie. Koniec października, a nie ma błota, nie ma deszczy, wiatry nie szaleją...
Ale cudów nie należy oczekiwać, słotna jesień niedługo nadejdzie, a za nią zima. Trzeba zrobić ostatnie porządki w ogrodzie.
Więc po południu zabrałem się do pracy...
Koniecznie trzeba wyciąć cały miskant chiński. Kiedyś tego nie zrobiłem i potem lekkie jak piórko suche liście zgarniałem po całym ogrodzie. I sąsieci nawet zgarniali - niesamowicie lekkie są suche te liście - latają na wietrze jak piórka!!!
Jak wielką i żywotną rośliną jest miskant. Każdego roku jesienią wycinam ją przy samej ziemi, a w ciągu roku wyrasta na ponad 2,5 metra. I jak wspaniale wygląda!!!
Widok na taras przy stawie.
Dobrze że mam zapłocie - tam złożę te badyle i przyduszę starymi deskami, a wiosną spalę razem z obcinanymi w marcu gałęziami drzew i krzewów.
Staw już właściwie zrobił się martwy. Już bez uroku... Ot, ciemna woda i szara zieleń...
Wspaniały krzew olchy szarej rosnący w stawie już gubi liście, już nie jest ozdobą brzegów. Staje się wyschniętym badylem. Jesień jest paskudna dla roślin!
Irysy też już zasychają.
I grzybień już zrobił się martwy.
Kret się pojawił u mnie!!! Przez dwa lata nie miałem ani jednego kopca a tu niespodzianka. Trzeba będzie znów założyć pułapki .
Niektóre krzewy już czerwone lub żółte. Ale dereń biały jeszcze pięknie zielony. No i iglaki jak zawsze zielone! Coraz bardziej zaczynają mi się podobać iglaki. Nie trzeba mocno przycinać, nie rozrastają się jak szalone, nie gubią jesienią liści i nie trzeba ich potem grabić i wywozić. Iglaki są bezobsługowe!!!
To nie fotomontaż - to moja malutka żona między krzewami przy Ścieżce.
A przecież nie tak dawno sadziłem tu takie patyczki...
I to samo miejsce, ale zdjęcie zrobione w kierunku zachodnim - słońce już zachodzi, robi się zimno, czas wracać do domu.

Pamiętacie jak to było... Jak się patrzy w tył, to wydaje się, że to było wczoraj... Czas jest rzeczą naprawdę względną!!!

Nasz Matrix lubi nam pomagać w ogrodzie. Świetnie się bawi gdy coś obcinamy albo grabimy i wtedy tak wiele się dzieje - kot uwielbia ruch i wszystko wtedy łapie - czasami to przeszkadza, ale przecież wiemy, że on musi to robić - przecież to prawdziwy kocur, a nie jakiś inwalida.

:-)))


23 XII 2006r.

Zima???????????????

23 XII 2006r. Co się dzieje??? Jutro Wigilia, a w ogrodzie ani płatka śniegu. Przez CAŁY grudzień nie spadł w ogóle śnieg, a w nocy temperatura trzyma się na +4 stopniach. A teraz, gdy robiłem te zdjęcia jest u nas +7 stopni. Coś niesamowitego się dzieje - i tak jest w całej Polsce!!! Narciarze rozpaczają!!!
Była co prawda jedna noc mroźna (11 XII 2006r), ale co to za mróz, było chyba -2 stopnie. Ale oczywiście trzeba już było skrobać samochody, a na polach pojawiła się piękna szadź, ale to była tylko jedna noc.
Ryby pływają zadowolone. I ja też jestem zadowolony z tego ciepła, bo ogrzewanie domu w czasie mrozów kosztuje majątek. A ma być coraz drożej. Ale to tylko taka dygresja :))
Za płotem, na tej dzikiej łące o tej porze powinno być 20 cm śniegu. A widać jak jest. Co by nie myśleć i pisać o globalnym ociepleniu - czy nadchodzi czy nie, jest to prawdziwa anomalia, patrzę na tę łąkę i na ten brak zimy z prawdziwym zdziwieniem.... Jakaż głupia będzie ta jutrzejsza Wigilia bez śniegu i mrozu!!!
Ale pamiętam, jak moja mama opowiadała, że kiedyś, gdy była młoda to pewnego roku na pasterkę ludzie szli w "samych marynarkach", a było to pewnie w latach 30-tych XX wieku. I nikt wtedy nie mówił o globalnym ociepleniu. Po prostu czasami przyroda głupieje...

 

A teraz....
Po prostu: Wesołych Świąt!!!!!!!!!!


 

 


Zakończyłem opisy i wprowadziłem ostatnie zdjęcie 23 XII 2006r.

 

 

     


Valid HTML 4.01 Transitional
Ta strona spełnia standardy kodu HTML 4.01 Transitional