Data powstania strony 16 I 2010r.

Data ostatniej modyfikacji 19 VI 2010r.

Rok 2010

16 I 2010r.

No i gdzie jest to "globalne (medialne?) ocieplenie"...?

15 I 2010r.
Ta zima, wbrew wszelkim mediom i zjazdom różnych mędrców, trąbiących od wielu lat o globalnym ociepleniu, nadeszła po prostu normalnie, zwyczajnie... Około 10 grudnia 2009 spadł pierwszy śnieg, pojawiły się pierwsze mrozy, by w okolicach połowy grudnia złapać Polskę za gardło nawet i dwudziestostopniowymi mrozami. U mnie przez kilka dni w nocy było -15, a w dzień -12 stopni. Paradoksalnie, w Wigilię 24 XII 2009 przyszło gwałtowne ocieplenie i śnieg w oczach stopniał. Ale to właśnie była klasyczna anomalia pogodowa, chwilowy kaprys zimy. Po dwóch, a może trzech dniach spadł znów śnieg i padał przez tydzień, mrozy były już niewielkie, ale śnieg bardzo utrudnił ludziom życie. Drogi były zasypane, rwały się linie energetyczne. Dziś drogi są idealnie czarne, mróz jest ok. -3, ale pola, lasy, ogrody są zasypane grubą warstwą śniegu. I nie zanosi się, by miał ten śnieg szybko stopnieć. No bo przecież to dopiero połowa stycznia!

Zeszła zima też pokazała w lutym, że kpi sobie z trąbienia o globalnym ociepleniu. W prasie coraz częściej pojawiają się artykuły, że to całe ocieplenie to taki sam przekręt jak ze świńską grypą... Jedni naukowcy mówią tak, inni zupełnie co innego. A zwykły szary człowiek czuje się coraz bardziej ogłupiały od tych mądrości, teorii i rewelacji i ma coraz bardziej dość tych wszystkich naukowców. Bo coraz częściej się okazuje, że ich intencje wcale nie są czyste i jednoznaczne...




9 I 2010r. Oj, napadało, napadało!!! Aż się wierzyć nie chce, że przez dwie doby spadło tyle śniegu. Fajnie to wygląda, gdy się siedzi w cieplutkim pokoju, a dosłownie  za progiem jest 30 cm śniegu.
Żona już patrzeć na te zaspy nie mogła - kilka minut i wszystko odgarnęła - ten śnieg jest lekki jak puch.
Słupki płotu dostały takie śmieszne białe czapki, ale rododendrony wcale nie są zadowolone ze swoich czapek!
Aż zupełnie im liście oklapły... Ale dla nich to nie nowość, one bez problemu znoszą nasze zimy.
Widok na altanę - po raz pierwszy moja altana przechodzi zimę z nowym dachem. Trochę się boję, czy pod ciężarem śniegu to wszystko się nie zawali... Próbowałem zgarniać ten śnieg. Nic z tego nie wyszło - mam za malutką drabinkę - to, co jest dobre w pokojach, nie zawsze nadaje się do ogrodu.
Staw całkowicie zamarznięty i zasypany. Widać jak dużo śniegu leży na krzakach bukszpanu.
To mój skalniak - w ogóle nie widać niczego na nim - wszystko jest tak dokładnie zasypane, że nawet największy głaz na środku skalniaka stał się niewidoczny.
Fragment mojego Parku. Hehe - a gdzież jest ta granitowa kostka, którą tak pracowicie układałem wiosną AD 2009. Wszystko znika pod śniegiem, kamienie, krzewy, cały staw zniknął...

Ale najważniejsze jest to, że już niedługo, już za kilka tygodni.... Znów nadejdzie wiosna!!!!
Jest prawie ciepło, gdyby chociaż troszeczkę temperatura skoczyła do góry, to wszystko by się zaczęło topić. Ale może i dobrze, że jest właśnie tak. Naprawdę ten świat w śniegu wygląda jak z bajki!



19 III 2010r.

Skończyła się najdłuższa zima XXI wieku

18 III 2010r.
Koniec, koniec, koniec!!!!
Nareszcie koniec znienawidzonej zimy, znienawidzonych mrozów, grubych kurtek, szalików, czapek. KONIEC NAJDŁUŻSZEJ ZIMY XXI WIEKU!!!!!



18 III 2010r. Tu jeszcze kilka dni temu było pełno śniegu, a staw był całkowicie zamarznięty. Dosłownie od dwóch dni jest ciepło i topi się wszystko w oczach. Ale dwa dni temu wyczytałem na Onecie, że w niektórych rejonach Polski jeszcze sroga zima. Ale to normalne, tak jest co roku, że u mnie już zupełnie znika śnieg, a 300km na wschód jeszcze zima w pełni.
Pięknie mi w tym roku nornice załatwiły trawnik. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie było. Inwazja nornic!

Nie mam pojęcia co z tym teraz zrobić....
Zadeptać?
Rozgrabić?
W słońcu jest 24 stopnie, a w cieniu 17. W takiej temperaturze nawet ogromne hałdy śniegu usypane przez całą zimę topią się w oczach.
Okazuje się, że najbardziej ucierpiał staw. W ogóle nie widać ryb. Bardzo się boję, że tak strasznie długiej  zimy i tak mocnego mrozu (staw zamarzł zapewne bardzo głęboko) ryby nie przetrwały.
W zachodzącym słońcu krzew wierzby sachalińskiej. Już ma malutkie białe kotki na gałęziach. Za kilka dni będą już duże.
Szpaler tui wygląda fantastycznie. Śladu nie ma, że przetrwał bardzo ciężką zimę.
Moje Iglakowisko również wygląda tak, jakby w ogóle zimy nie było.



27 III 2010r.

I znów w stawie pojawiły się żaby i ropuchy...

I znów, jak każdego roku, w moim stawie pojawiły się pierwsze żaby trawne i ropuchy. Warto wybrać się do swojego ogrodu, na swoją działkę, na wycieczkę za miasto, by zobaczyć jak teraz wyglądają wszelkie zbiorniki wodne.

Jeszcze raz namawiam do przeczytania mojego eseju
o zalotach żab trawnych i ropuch.


10 IV 2010r.

Tego się nikt nie spodziewał...

Kolejny raz w mojej witrynie pojawia się zdjęcie, którego nie spodziewałem się zamieścić. Człowiek wie, że nadejdzie lato, że nadejdzie zima, ale nigdy nie wie, że za 10 sekund nadejdzie jego śmierć...

Wszystkie oficjalne strony (Onet, WP) pokazują oficjalne zdjęcia Prezydenta, a ja postanowiłem pokazać Jego zdjęcie z kotem. On lubił koty, miał swojego ulubionego pieszczocha, tak jak ja mam mojego Matrixa.

I kto się teraz zajmie samotnym Rudolfem...
17.04.2010 Kilka osób napisało do mnie maile, nawet trafiły się wpisy w księdze gości, że popełniłem błąd, że to zdjęcie przedstawia Jarosława Kaczyńskiego, bo przecież on jest "kociarzem".
Nieprawda - obaj bracia lubili koty i mieli koty. A "kociarzem roku 2007" został Lech Kaczyński - i to zdjęcie przedstawia JEGO!!!
http://dziennik.pl/wydarzenia/article125374/Maja_kota_na_punkcie_kotow.html

Kot Pana Prezydenta nazywa się Rudolf i jego zdjęcie można zobaczyć tutaj:
http://deser.pl/deser/1,83454,4923996.html

więcej o Rudolfie można poczytać na oficjalnej stronie Pana Prezydenta:
http://www.prezydent.pl/para-prezydencka/pierwsza-dama/ulubiency/


24 IV 2010r.

Wiosna, nareszcie wiosna!!!

Wreszcie ciepły, a wręcz gorący weekend. Można wreszcie spokojnie posiedzieć w ogrodzie, coś porobić, coś uporządkować po zimie, ale przede wszystkim odpocząć!!!

Ogród to ma być Radość a nie Katorga!

Oby takich weekendów były jak najwięcej w tym roku!

24 IV 2010r. W moim ogrodzie forsycja ogłasza każdego roku wiosnę. Ach, jakaż to radość, gdy można ją podziwiać nie z za szyby, ale opalając się w cieplutkim słońcu!
Przepięknie rozrastają mi się kaczeńce.
Szkoda, że te kwiaty tak szybko znikną, wiosenne kwiaty są fajne, bo są najbardziej wytęsknione po długiej zimie, tylko, że tak łatwo potem o nich zapominamy.
Niech te zdjęcia utrwalą je na cały kolejny rok w naszej pamięci.
Jakże bym chciał, aby lato w tym roku było piękne i słoneczne. Żeby nie było takie jak rok temu, gdy cały maj, czerwiec i lipiec było zimno, deszczowo i paskudnie... Ja nie chcę pory deszczowej, ja chcę prawdziwego, gorącego, wspaniałego lata!!!



29 V 2010r.

Maj, powodzie, powodzie...

No i zapowiada się znów deszczowe i powodziowe lato. Od trzech tygodni najważniejszy temat w TV to powodzie. Tyle szczęścia, że w moim mieście nie powtórzyła się historia z 1997 roku. Ale nie wiele brakowało... Jest ciągle zimno, pada bardzo często, w pracy przez kilka dni było włączone ogrzewanie, bo nie można było wytrzymać, w domu też się czasami dogrzewaliśmy! To przecież niesamowite by w maju pracowały kaloryfery!!!!

Gdzie jest to globalne ocieplenie!!!!????

25 V 2010r. Oto majowa temperatura w środku dnia. Jest tak cholernie zimno, że nie można w ogrodzie wytrzymać.

Coraz bardziej się zastanawiam po co mi ogród, skoro korzystanie z niego polega wyłącznie na koszeniu trawy i przycinaniu gałęzi krzewom. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobi ogrodowej, majówkowej imprezy przy grillu i piwie przy temperaturze 14 stopni.

WIĘC PO CO MI OGRÓD ?????????????
=================================

Oczywiście rośliny wodne nie mają takich problemów jak ludzie. Dla nich 14 stopni to przyjazna temperatura. Wszystko rośnie jak szalone. Ale grzybień jeszcze nie zakwitł - jednak dla niego jest za zimno!
Za klika dni zakwitnie irys.
Na zachodnim brzegu rok temu zaczęły mi rosnąć jakieś drobniutkie chwasty. Wyrywałem je pracowicie, bo nie było tego dużo. Nie chciałem by zarosły mi roślinki skalniakowe. W tym roku okazało się, że jest tego niesamowita ilość. Postanowiłem zobaczyć co to takiego rośnie. Okazuje się, że to jakaś biało kwitnąca roślinka - bardzo ładna i bardzo delikatna. Skąd się tego tyle wzięło w tym miejscu? Nigdzie indziej to nie rośnie tylko tu... Dziwna jest czasami przyroda! No i chyba po moich skalniakowych roślinach - zostały całkowicie zaduszone.
Rabatka żony jeszcze nie kwitnie. Jednak to zimno ma znaczenie dla kwiatowych bylin...
...ale nie dla rododendronów i azalii.
Moje arboretum :) robi się coraz piękniejsze, a krzewy coraz większe i piękniej kwitnące. 
Szkoda tylko, że za kilka dni śladu nie zostanie po tych kwiatach, a moi znajomi nawet nie będą mieli pojęcia jak tu było przez dwa tygodnie pięknie. Było ciągle zimno, więc nawet nie pomyśleli, by zajrzeć do mojego ogrodu...
Różne kolory, różne kształty...
Może kiedyś uda się wyhodować takie odmiany, które by kwitły całe lato?
Azalia dopiero rozkwita. Za kilka dni będzie to jedna ogromna kula czerwieni.


 

19 VI 2010r.

Zaczęło się lato, zaczęły się komary...

Skończyły się powodzie, ale za to wszędzie panoszą się komary. Zwariować z nimi idzie - w środku dnia, w pełnym słońcu latają i tną jak wściekłe. Wyjście do ogrodu z sekatorem albo haczką jest prawie nie możliwe... O zrobieniu imprezy z piwem i grillem to nawet nie myślę...

14 VI 2010r. Przekwitły rododendrony, zmieniły się w zwyczajne, nieciekawe, zielone krzaczyska. Teraz królem ogrodu został mój wspaniały grzybień.

Te kwiaty pojawiły się w tym roku bardzo późno - to wszystko przez długą i mroźną zimę. Ale teraz grzybień nadrabia zaległości - jak widać skutecznie.
Kwiaty grzybienia są bajkowe. Trudno chyba znaleźć w ogrodzie tak pięknie i tak długo kwitnącą roślinę.
A kwiaty są naprawdę bajkowe...
Staw jako całość prezentuje się pięknie. Od zawsze, od dwunastu lat jest to najpiękniejsze miejsce w moim ogrodzie.
Irysy już dawno przekwitły, ale w tym roku nie miały  ładnych kwiatów. Mam wrażenie, że one powoli się duszą w skrzynkach, w których zostały posadzone. Są każdego  roku coraz marniejsze. W końcu rosną w tych skrzyniach już 12 lat i na pewno już tam nie ma ani grama substratu - ino same splątane (i martwe) bulwy i korzenie.
Zaczynają też kwitnąć krzewy w moim Parku...

A oto mój Park w pełnym rozkwicie, wygląda niebiańsko od kwiatów i odcieni zieleni. Jak dla mnie, to wygląda to tak pięknie, jak w najlepszym ogrodzie botanicznym.
Perukowca posadziłem świadomie obok Parku - wiedziałem, że to jest ogromny krzew, i wiedziałem, że po kilku latach zarósł by inne, drobniejsze krzewy. A przy płocie, wśród jasnozielonych tui prezentuje się doskonale.
Dopiero z bliska widać, jakie ciekawe i niezwykłe kwiaty ma perukowiec.
Zaczyna kwitnąć (wreszcie) rabatka żony. Ale jeszcze za wcześnie, jeszcze trzeba poczekać miesiąc. Wtedy każda roślina będzie pełna kwiatów - to też piękne miejsce w moim ogrodzie i żona je bardzo lubi. Ja nie bardzo, bo nie lubię pielenia chwastów, które też uwielbiają to miejsce.
:>>


 

 




 


Zakończyłem opisy i wprowadziłem ostatnie zdjęcie 19 VI 2010r.

 

 

     


Valid HTML 4.01 Transitional
Ta strona spełnia standardy kodu HTML 4.01 Transitional