![]() |
All on this website (c) by Leszek Bielecki |
![]() |
29 VI 2007 piątek
Nasza altanka
10.12 1999 Oto nasz ogród w grudniu 1999
roku. Mieszkamy już w naszym domku 1,5 roku. Ale
patrząc po ogrodzie w ogóle tego nie widać.... Ale
cóż można więcej zrobić niż wykopać staw gdy się
nie ma jeszcze płotu. A to cudne kretowisko musiałem
uwiecznić ku potomnym... Przyznam się, że wiele lat
walczyłem z kretami...
Planując prace przy elewacji
domu znalazłem firmę, która robi także tarasy przy
domach. Sekundę się zastanawiałem - trzeba
wykorzystać okazję i zrobić przy stawie duży taras by
można było na nim spokojnie i wygodnie posiedzieć przy
piwie ze znajomymi....
Firma kończyła jeszcze
elewacje, a ja już przy pięknym tarasie postawiłem
takie płotki i posadziłem pierwsze pnącza.
W 2001 roku zbudowałem przy tarasie duży skalniak
A rok później zacząłem robić mój Park.
Po kolejnych czterech latach
mój ogród wyglądał już trochę
inaczej.
Narodziny
Altanki Nigdy nie chciałem mieć w ogrodzie altany - przecież skoro mam o krok dom to po co mi jeszcze altana. Trwałem w swoim przekonaniu kilka lat. Co prawda zdarzało się, że letnia burza zmuszała nas w połowie spotkania ze znajomymi do ekspresowego przenoszenia wszystkiego do domu, ale było to tak wyjątkowo rzadko, że nie stanowiło problemu..... Ale wiosenno-letnie deszcze zaczęły w tym roku naprawdę być upierdliwe... Zrobiło się już tak, że w każdą sobotę MUSI padać deszcz. I gdy trzecia impreza ze znajomymi nie mogła się odbyć nad stawem z powodu deszczu to się autentycznie wściekłem.... I podjąłem decyzję -
kupujemy altanę. Ale nim to nastąpiło pomyślałem o
ogromnym ogrodowym parasolu - ale nie chciałem parasola
z rurą po środku. Taka rura
bardzo przeszkadza gdy się chce z kimś porozmawiać
"po skosie" - rura
zasłania jego twarz - to wkurza!!!! W letniej piwiarni
pod parasolami to nie przeszkadza, ale w moim ogrodzie,
na mojej imprezie NIE CHCĘ by jakaś rura
zasłaniała mi widok na moich gości !!! I właśnie taką altanę oglądaliśmy kiedyś ze znajomymi dwa lata temu w naszym Bricomarche. Ale wtedy jeszcze byłem gorącym przeciwnikiem altan. A altana sobie stała, stała, a czas płynął, płynął... Poszedłem z żoną obejrzeć tę altanę jeszcze raz... Ale okazało się, że wszystkie altany już zostały sprzedane dawno temu i jest tylko jedna - właśnie ta zmontowana, wystawowa. Jakoś nikt jej nie chciał kupić... no bo widać było po niej, że stoi już dwa lata na dworze.... Ale od czego jest farba - przecież nową też bym malował !!! A sklep jak zobaczył, że są chętni na tę altanę to obniżył cenę o 40 %. Hm... to było kuszące, ale nie najważniejsze - chciałem zobaczyć w jakim stanie jest dach z plandeki po tych dwóch latach... i gdy obsługa przyniosła tę plandekę to od razu powiedziałem: KUPUJĘ!!!! Dach był w idealnym stanie , bo był założony tylko przez miesiąc, a potem trzymany w magazynie - no i super!!!!! Problem polegał tylko na tym,
że altana jest skręcona, ale obsługa powiedziała, że
to żaden problem, bo ją rozbiorą i przywiozą. Ja tego
nie byłem taki pewny, że to "żaden problem",
ale się nie odzywałem.... .........a dach PRZYNIOSŁA w całości !!!!!!!!!!!!! Szkoda, że nie mam zdjęć -
bo widok był NIESAMOWITY - dwie dziewczyny i dwóch
facetów w swoich żółciutkich, firmowych koszulkach
przyniosło w rękach cały dach !!!!! Co prawda od
sklepu do mojego domu jest około 500 - 600 metrów, ale
to jest blisko idąc spacerkiem z reklamówką. Ale gdy
się niesie taki ciężar to już blisko nie jest!!!!! W
każdym razie jakoś to donieśli, a trzecia dziewczyna
przywiozła na dużym wózku transportowym odkręcone od
altany nogi.... Te pięć osób w firmowych strojach pod
moim domem z tą ogromną konstrukcją dachu robiło
niesamowite wrażenie. Akurat wtedy byli u nas znajomi, i
oni też przeżyli szok zobaczywszy całą obsługę Bricomarche
pod naszym domem!!!! Jakbym im to opowiadał to chyba by
nie uwierzyli, że tak było - dobrze, że mam świadków
:-)))) A my ze znajomymi poszliśmy
uczcić narodziny altany....
Oczywiście niedługo znów zaczął padać deszcz....
... ja maluję nogi. I
wystarczy na dzisiaj. Niech wszystko dobrze wyschnie.
Pierwsza próba podniesienia
dachu skończyła się po 5 sekundach... Muszę jednak rozkręcić dach!!!! Próbuję wykręcić śruby
skręcające dach. Jest ich dużo, ale ważne są tylko
te największe... Ale żadna siła ich nie ruszy, a przy
moich próbach rozwaliłem już łby tych śrub, już w
ogóle nic nie da rady zrobić... Co robić...... Co
robić????? Montaż altanki - ależ to
banalnie proste!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ogrodowy stół, dwie stare
szafki, cztery ściskacze stolarskie i konstrukcja gotowa.
Najważniejsze było, by to
wszystko porządnie się trzymało, bo przecież od
stabilności tej wieży
zależeć może nawet i nasze życie!!!!
Tak połączone szafki stanowiły po prostu jedną całość - trzeba by ciężaru pięciu takich dachów by ruszyć takie połączenie!!!
A z drugiej strony przykręciłem do belki kolejny ściskacz stolarki i jego metalowe elementy zaczepiliśmy o oparcie drabiny - szczegóły poniżej.
Było to dość ryzykowne by
taki ciężar ustawiać na tak delikatnym i wahliwym
oparciu. Ale szerokie i bardzo stabilne podparcie
Najważniejsze było, że cała konstrukcja dachu dość pewnie unosiła się w powietrzu na wysokości prawie dwóch metrów.
I zrobiliśmy to wszystko sami - bez żadnej pomocy - ja i moja żona
Pół godziny później były przykręcone już dwie nogi. Przed ich przymocowaniem okazało się, że ta altana jest BARDZO wysoka i te nogi ma idiotycznie długie - obciąłem je o 20 cm.
Już cztery nogi zamontowane,
ale altana bardzo się jeszcze chwieje - nie może stać
samodzielnie. Więc umocowaliśmy ją w taki sposób do wieży.
Przyznacie, że pomysłowy ze mnie facet :))))))))
Widok z góry na GOTOWĄ altanę - śmiało piszę GOTOWĄ, bo teraz to już mamy do zrobienia tylko drobne wykończenia - prawdziwym wyzwaniem było właśnie to, by ten dach zawisł w powietrzu - teraz to już tylko zabawa....
We wtorek deszcz nie pozwolił mam nic robić przy altance. Dopiero dziś mogliśmy spokojnie popracować - i widać efekt naszej pracy - altanka stoi już na ośmiu nogach, całkowicie samodzielnie, wieża już zdemontowana, a ja patrząc na ten ogrom nie mogę uwierzyć, że zrobiliśmy to całkiem sami - bez pomocy dźwigów i silnych pomocników.
Ale bez dobrych i przeróżnych narzędzi ta praca nie była by możliwa. I nie chodzi tu tylko o te ściskacze. Potrzebne są wiertarki, przeróżne wiertła, dobra piła, różne śrubokręty, również niezbędna jest akumulatorowa wiertarko-wkrętarka, potrzebna jest bardzo poziomica, i trzeba było kupić masę przeróżnych wkrętów, podkładek, śrubek, farby, pędzli...
....a także kołków rozporowych do umocowaniu nóg altany do tarasu.
Nawet nasz Matrix obserwował co robimy i cały czas nam pomagał... a teraz podziwia nasze dzieło!!!
W czwartek dokupiliśmy takie kratki i pomalowaliśmy je. Dziś je zamontowałem, a żona poprawia jeszcze jakieś usterki w malowaniu. Widać już założoną plandekę na dach.
Jeszcze kilka ruchów pędzlem i będzie gotowe!!!
Ja już nie mam teraz co robić,
mogę spokojnie zrobić trochę zdjęć...
... I z drugiego okna...
Wstawiliśmy do altany stół, a żona przypina obrus by wiatr go nie zwiał.. No bo teraz pod taką altaną nawet ogrodowy stół może być na stałe przykryty obrusem!!!!
Ustawianie krzesełek ogrodowych.....
no i wreszcie..... S K O Ń C Z Y L I Ś M Y ! ! ! ! !
I napiszę na koniec, że
ogromna jest w tym zasługa mojej żony, że ta altana
wreszcie u nas jest.
A teraz już takie po prostu pstryki
z ogrodu.....
...z ukosa...
...z przodu...
...z daleka na tle domu...
...z góry...
I czy kiedykolwiek w najśmielszych marzeniach bym przypuszczał w roku 1999, że kiedyś tu będzie tak piękny ogród !!!!
Zrobiliśmy to wszystko sami, własnym pomysłem, własnymi rękoma, własnym trudem i własną radością. Dziwią mnie
ludzie, którzy zaczynają przygodę z własnym ogrodem
od poszukiwania firm ogrodniczych... |